Karpacz - deszczowa zima
Takiej zimy, jak tego roku w Karpaczu nie pamiętam od dawna. Wszystko sprzysięgło się przeciwko nam. Pieniądze wyrzucone w błoto, bo wypoczynek był do bani. Mówiłem mojej żonie, byśmy jechali w Dolomity, ale ona uparła się na Karpacz, więc z nieukrywaną satysfakcją na każdym kroku jej o tym przypominałem, ale nie dała się sprowokować do kłótni. Nie było co marzyć o jakimkolwiek śniegu, bo do Karpacza tego sezonu w ogóle zima nie zawitała i krucho było z nim nawet w najwyższych partiach gór. Najgorsze jest jednak to, że przez bite 2 tygodnie lał deszcz a jedynym urozmaiceniem było raz silniejsze, raz słabsze wietrzysko. Na co nam te nowe narty, buty narciarskie, kijki, gogle, kombinezony, najdroższe czapki, szale i rękawiczki - famfaronada i nuworyszostwo. Czułem duży niesmak, gdy pomyślałem o naszych gorączkowych przygotowaniach do ferii i szlag mnie trafiał, że siedzimy stale w pensjonacie. Na dodatek pensjonat
Karpacz słabo ogrzewany i wszyscy przeziębiliśmy się. Było do kitu, ale następnym razem ja zdecyduję gdzie jechać. Postanowione.
